Nie dzienniki z Ameryki

Kilka słów o tym, jak się czujemy, co czujemy i co przeżywamy

  • Nie dzienniki z Ameryki

    LOT do domu – Calluna Trip – Ewakuacja

    Jak już wiecie opuściliśmy USA i wróciliśmy do Polski. O powodach już nie będę się ponownie rozpisywać. Oczywiście żal nam skrócenia o niemal dwa miesiące podróży, ale nadal uważamy, że to była najlepsza z możliwych decyzji w tej chwili. Wiele osób nas pyta jak wyglądał powrót i procedura LOTu do Domu. My ją oceniamy dość dobrze. Zaskakująco dobrze bo byliśmy pełni obaw. Oczywiście nie odbyło się bez wpadek niedociągnięć i fakapów, ale trzeba też przyznać, że nie wszystkie były winą LOTu, rządu czy samego naczelnika PP. Droga do domu – po kolei. Wtorek rano 17.03.2020 – Floryda, darmowy camping stanowy, okolice Lake Placid Kontaktujemy się z pragnącą zachować anonimowość znajomą…

  • Nie dzienniki z Ameryki

    | CzaS

    Nieustannie uczę się czasu. I wszędzie jest on inny. Jeszcze w Polsce czas leciał jak Ekspres Berlin – Warszawa zatrzymując się na stacjach: praca, dom, czasem knajpa. Osiemnaście godzin dnia czasem nie wystarczało na ogarnięcie tych trzech prostych rzeczy. Niekiedy zwalniał w okresie wakacji. Szczególnie w górach podczas dziesięciogodzinnej wędrówki. Zatrzymywał się wtedy na te kilka godzin w mojej głowie, robił piruety, zakręty, czasem zwieszał się pomiędzy zwojami mojego mózgu, by nagle pchnąć myśl i słowo dalej. Krążył też między chmurami a szczytami gór nigdzie się nie spiesząc. To chyba jedyna przestrzeń, która zmuszała mnie i Jego wtedy do zwolnienia.  Wszystkie inne dłuższe wakacyjne  pauzy i tak nie pozwalały mi…

  • Nie dzienniki z Ameryki

    PRZEstrzeń

    Jedziemy busem przez trawiaste tereny Parku Narodowego Everglades. Droga jest wąska i prosta. Po jednej stronie niskie trawy i kilka wyschniętych drzew. Po drugiej też trawy kołyszą się lekko na wietrze, kilka namorzynowych krzewów i ibisy brodzące w płytkiej wodzie. Słońce piecze dziś niemiłosiernie, a niebo usiane jest setkami cumulusów. Gdzieniegdzie ich puchatą, białą strukturę przerywa jakiś ptak. Nic nie zaburza tego pięknego miejsca.  No… może trochę warkot naszego auta. Jest pięknie. Otwarta, wielka przestrzeń.  Chmury Zawsze lubiłam patrzeć na niebo. Szczególnie na wielkich, otwartych przestrzeniach. Wtedy dokładnie obserwować mogę ich ruch. Zawsze są inne. Czasem leniwie wiszące nad nami. Wyglądają wtedy jak kawałki słodkiej waty cukrowej porozrzucanej na błękitnej…

  • Nie dzienniki z Ameryki

    Just a perfect day

    miejsce | czas | my Noc była chłodna. Obudziliśmy się jeszcze przed świtem, by przykryć zmarznięte ciała dodatkowymi kocami. Wbrew pozorom lubię chłodne noce, bo w busie śpi się wtedy przyjemniej. Wiem, że za dwie godziny wzejdzie słońce i da man może jeszcze kilkanaście minut dobrego snu. Potem jego ostre promienie wedrą się agresywnie do środka busa i wypędzą nas na zewnątrz, gdzie tylko lekkie powiewy wiatru pozwolą spokojnie oddychać. To kolejny dzień na pustyni. I choć otaczająca nas połać piasku i krzaków wydaje się być wroga, to i tak będzie to idealny dzień. Za oknem słychać dziwne dźwięki – to przepiórki Kalifornijskie przebiegające pod busem szukające robaków, które właśnie…

  • Gdzie byliśmy,  Nie dzienniki z Ameryki,  OGÓRKIEM NA DRUGĄ PÓŁKULĘ

    Meksyk – jechać czy nie jechać?

    Nie jedźcie do Meksyku!!! Jakbyś była moją córką to nigdy nie pozwoliłabym pojechać Tobie do Meksyku! Uważajcie na siebie, tam wszyscy kradną, a policja jest skorumpowana. Baja California to jeszcze, ale reszta Meksyku to ogromne ryzyko.  Ech… słyszeliśmy te słowa setki razy będąc jeszcze w Polsce czy podróżując po Stanach.  W oczach napotkanych ludzi Meksyk jawił się jako siedlisko zła, zbrodni, korupcji i wszelkich chorób. A jaki jest teraz, po 3 miesiącach pobytu w naszych oczach? Pierwsze dni były lekko przerażające. Dlaczego? Bo z tyłu głowy mieliśmy zawsze słowa usłyszane przed przekroczeniem granicy. Za każdym razem kiedy widzieliśmy policję spinaliśmy się i w myślach błagaliśmy aby nas nie zatrzymali. Poza…

  • Nie dzienniki z Ameryki

    Home is where you park it!

    Home is where you park it (dom jest tam, gdzie zaparkujesz) to przewodnie hasło ludzi w drodze.  Czy jest tak na prawdę? Od ponad 6 miesięcy nasz „dom” jest wszędzie. Czasem jest przez chwilę, czasem przez kilka dni. Parkowaliśmy w przeróżnych miejscach: na amerykańskich pustyniach, w kanadyjskich lasach, pod Walmartem, na stacjach benzynowych. Wiele razy byliśmy też gośćmi u przeróżnych ludzi. Znajomych, nowych przyjaciół poznanych przez internet, ale też nieznajomych poznanych gdzieś w drodze.  Czy tęsknimy za domem? Na rok zostawiliśmy nasz dom. Mówiąc „dom”, myślę o rodzinie, znajomych i przyjaciołach. O chłodniku litewskim i cieście drożdżowym mojej mamy. O naszym kocie, pobliskiej piekarni z chrupiącym chlebem. I naszym ogrodzie…

  • Nie dzienniki z Ameryki,  OGÓRKIEM NA DRUGĄ PÓŁKULĘ

    Monarch Butterflies – prawdziwy cud natury

    Kilka lat temu przeczytałam o niezwykłych wyczynach zwykłych motyli. Nie sądziłam wtedy, że pewnego dnia, będę mogła zobaczyć je własnymi oczami. Co takiego jest w tych motylach? Motyle o których mówię to Motyle Monarchy. Są piękne, ich skrzydła to paleta żółci, rudości i brązów. Jednak nie to jest w nich najciekawsze. Te małe owady pokonują tysiące kilometrów, by przezimować w jednym, ważnym dla nich miejscu. Wszystkie Monarchy, podobnie jak Kanadyjczycy :), uciekają na zimę z chłodnej Kanady i Stanów Zjednoczonych, by hibernować dosłownie w kilku skupiskach w Meksyku w stanie Michoacan. Pokonują nawet do 4 tysięcy kilometrów! To jedyne motyle na świecie, które pokonują tak ogromne dystanse. Są w stanie…

  • Nie dzienniki z Ameryki

    PRZEstrzeń a przestrzeń

    Dziś leniuchujemy, na pustyni, w pełnym słońcu i wietrze. To jeden z niewielu dni w którym nie ruszamy się z miejsca. I jest dobrze. Spokojnie i cicho, czasem tylko jakiś kruk załopocze skrzydłami nad naszą głową. Wiecie jaki to niesamowity dźwięk. Łopot skrzydeł kruka, jego ogromnych skrzydeł. Czasem brzmi jak pocisk lecący w zwolnionym tempie, czasem jak ogromy wachlarz działający ci trochę wiatru w bardzo upalny dzień. Oprócz kruków jesteśmy my i trochę drzew Jozuego. I mamy czas na kilka rzeczy. Na napisanie bloga, na zmontowanie filmów, na poleniuchowanie w łóżku i ciepły prysznic z butli na dachu. Ale jak wspomniałam nie zawsze jest tak pięknie. Życie w aucie to…

  • Nie dzienniki z Ameryki,  OGÓRKIEM NA DRUGĄ PÓŁKULĘ

    Dolina Monumentów czyli Hòzhò

    Indianie zamieszkujący największy rezerwat w USA nazywani są Navajo. Sami mówią na siebie Diné co znaczy „ludzie”. Jest w ich języku wiele pięknych słów. Jest też jedno, którym mogę opisać Monumeny Valley, znajdujące się na ziemiach Diné. To słowo to HÓZHÓ. Jest to zarazem najważniejsze słowo w ich języku. Co oznacza HÓZHÓ ? Trudno je przetłumaczyć, ale można nim nazwać uczucie spokoju, równowagi, piękna i harmonii. Czuć Hòzhò to być jednością z otaczającym światem. I tak czuję się właśnie w Dolinie Monumentów. I czułam się tak sześć lat temu, kiedy pierwszy raz poczułam to miejsce i Hòzhò. Pisałam o tym TU Nie wiem co takiego jest w tym kawałku czerwonej…

  • Gdzie byliśmy,  Nie dzienniki z Ameryki,  OGÓRKIEM NA DRUGĄ PÓŁKULĘ

    Historia jednego pierścionka – Utah

    Czasem jest tak, że w pewne miejsca trafiamy zupełnie przypadkiem, a potem okazuje się, że wcale nie był to przypadek. Tak było z naszym pojawieniem się w Bluff. Od tygodnia nie zaznaliśmy ciepłego prysznica. A bardzo go potrzebowaliśmy. Do tego chcieliśmy sprawdzić zawory w busie oraz dokonać kilku małych prac serwisowych. Potrzebowaliśmy zatem jakiegoś sensownego, spokojnego i niezapylonego miejsca. W naszej aplikacji wyszukaliśmy pola namiotowego z normalnym prysznicem. Najrozsądniejszą opcją i taką, która jest całkiem po drodze była miejscowość Bluff. Znajdziecie ją na drodze 191, którą później dojedziecie do Monument Valley. Hole in the rock – czyli jakaś tam zwykła dziura? Po drodze minęliśmy kilka zacnych formacji skalnych – mi…