Nie dzienniki z Ameryki

LOT do domu – Calluna Trip – Ewakuacja

Jak już wiecie opuściliśmy USA i wróciliśmy do Polski. O powodach już nie będę się ponownie rozpisywać. Oczywiście żal nam skrócenia o niemal dwa miesiące podróży, ale nadal uważamy, że to była najlepsza z możliwych decyzji w tej chwili.

Wiele osób nas pyta jak wyglądał powrót i procedura LOTu do Domu. My ją oceniamy dość dobrze. Zaskakująco dobrze bo byliśmy pełni obaw. Oczywiście nie odbyło się bez wpadek niedociągnięć i fakapów, ale trzeba też przyznać, że nie wszystkie były winą LOTu, rządu czy samego naczelnika PP.

Droga do domu – po kolei.

Wtorek rano 17.03.2020 – Floryda, darmowy camping stanowy, okolice Lake Placid

Kontaktujemy się z pragnącą zachować anonimowość znajomą parą podróżników z Polski, z którą mieliśmy się spotkać za kilka dni, aby wspólnie w dziczy doczekać lepszych czasów i informujemy ich, że jak tylko ogarniemy transport busa, wracamy do Polski.
Po nieudanych próbach dowiedzenia się czegoś w urzędach amerykańskich i dodzwonienia się do konsulatu w Waszyngtonie piszemy maila do konsulatu z pytaniem czy w zaistniałej sytuacji możemy zostawić auto u znajomego – bo zgodnie z zasadami czasowego importu pojazdu, musi on opuścić kraj razem z nami. Autoodpowiedź informuje nas o kontakcie w ciągu 14 dni.
Sprawdzamy program Lot do domu i sprawdzamy, że na tę chwilę przewidywane są loty z Nowego Yorku i Chicago, ale można zapisać się na inne miasta.
Konsul honorowa RP w Miami mówi nam, że jest nikła szansa na Miami bo jest trochę chętnych, ale raczej się nie uzbiera na cały samolot. Zapisujemy się na Miami. W rubryczce „czy możesz dotrzeć na lotnisko w ciągu 12h” zaznaczamy „nie” bo nie mamy jeszcze transportu dla busa. Szukamy, ale nie jest łatwo.

Popołudniu opuszczamy camping, na którym zostały 2 auta i niepostrzeżenie opuścił go też host/zarządca z całym wielkim majdanem i rodziną.
Wracamy do Naples do Scotta, którego poznaliśmy na koncercie w Palm Desert, by być bliżej Miami, napić się ze Scottem i posłuchać muzyki, a w razie czego zostawić u niego busa.
Na facebookowej grupie VWT2 Polska prosimy o pomoc w znalezieniu transportu dla busa. Odzywa się kilka osób z bezinteresowną ofertą pomocy i błyskawicznie możemy przebierać w ofertach. Najlepsza z nich to wysyłka z Miami w piątek rano. Bierzemy. Dzięki Bogdan.

Środa 18.03.2020 – Floryda, dom Scotta w Naples


Dopinamy szczegóły wysyłki busa.
Otrzymujemy maila z zarządu campingu, że z powodu epidemii musimy opuścić teren stanowy. To to miejsce, które opuściliśmy wczoraj, a gdzie mieliśmy czekać na koniec zamieszania z wirusem. Camping jest darmowy, ale trzeba rezerwować miejsca on-line. Mieliśmy rezerwację na jeszcze kilka dni. Coś się dzieję. To nas utwierdza w słuszności decyzji o ewakuacji.
Brak kontaktu ze strony LOTu.
Zmieniamy lotnisko wylotowe na NY a ponieważ mamy tam blisko 2000km rubryczce „czy możesz dotrzeć na lotnisko w ciągu 12h” ponownie zaznaczamy „nie”.
Wieczorem po konsultacji telefonicznej z pragnącą zachować anonimowość znajomą parą podróżników z Polski i dowiedzeniu się, że też chcą wracać, ustalamy, że po nadaniu busa wynajmiemy samochód i zgarniemy ich z północy Florydy jadąc do Nowego Yorku. Dochodzimy do wniosku, że brak kontaktu ze strony lotu może być spowodowany tym że jesteśmy dalej niż 12 h od lotniska. Chcemy podjechać bliżej i zmienić to wtedy w formularzu. Do tego udało im się dodzwonić do Konsulatu w Waszyngtonie i dowiedzieli się że nie ma szans na wylot z Miami. Tym bardziej kierujemy się na NY.
Rezerwujemy samochód w Miami na kurs do NY.
Chwilę potem kontaktują się z nami inni znajomi podróżnicy z Polski – Aga i Krzysztof i pytają czy wiemy, że wyloty z NY są odwoływane? Sami planują przeczekać kryzys na Hawajach, ale martwią się o nas.
Sprawdzamy na stronie LOTdodomu i faktycznie nie ma więcej lotów oprócz 2-3 najbliższych, ale o dziwo pojawia się lot z Miami 21.03. Kupujemy od razu i informujemy o tym pragnącą zachować anonimowość znajomą parę podróżników z Polski. Też kupują.
Co ciekawe można kupić tylko jeden rodzaj biletu (bo klasy miały być zniesione) za około 2100PLN i wybrać sobie miejsce. Miejsca w biznes i 1 klasie były już niedostępne. Jak się okazało później na lotnisku, kolega Krzysztof, którego w międzyczasie z powodu wirusa wyrzucono z hotelu na Hawajach (też je tam zamykają), miał możliwość w okienku biznes zmiany rezerwacji ze zwykłej klasy na wyższą za jakieś 1000$. Nie skorzystał, ale coś się tu nie zgadzało z deklaracjami o likwidacji klas….
Odwołujemy rezerwację samochodu i unikamy bezsensownej, 4000 km, przejażdżki do NY i z powrotem do Miami.

Czwartek 19.03 Miami, Floryda


Nadajemy busa na kontener do Bremerhaven
Otrzymujemy maila z LOTu o locie z Miami 21.03. Na szczęście bilety mamy już od wczoraj i nie musimy już o nie walczyć.
Otrzymujemy telefon z LOTu o dostępnym nowym locie 23.03. Przypominamy im, że przecież lecimy 21go. To świetnie, mówi Pani, mamy się stawić 3h przed odlotem bo nie ma możliwości odprawy on-line.
Udajemy się do hotelu koło lotniska aby przeczekać tam do soboty.

Piątek 20.03.2020 – Miami

Kisimy się w hotelu. Miasto jest wymarłe, plaże zamknięte, restauracje albo są pozamykane albo serwują jedzenie tylko na wynos. Hotele mają zamknąć od wtorku.
Wieczorem dojeżdża do naszego hotelu pragnąca zachować anonimowość znajoma para podróżników. Sprzedali swój samochód w trybie ekspresowym i dotarli tu wynajętym.

Sobota 21.03.2020 – dzień wylotu

Nie ma możliwości późniejszego wymeldowania. Musimy opuścić pokój o 11 a wylot mamy 21:20. Siedzimy 2h w lobby, ale robi się gęsto ludzi więc jedziemy na lotnisku. Na odlotach tłumy więc przenosimy się na przyloty, gdzie nie ma nikogo i tam spędzamy kilka godzin, a pragnąca zachować anonimowość znajoma para podróżników zmienia status na pragnącą zachować anonimowość zaprzyjaźnioną parę podróżników. Mamy maski od Scotta więc dzielimy się z nimi.
Przychodzi mail z odpowiedzią z konsulatu. Mamy podać nr telefonu to ktoś oddzwoni. Odpisujemy, że już nieaktualne – Bus wypływa, a my wylatujemy
Dwie godziny przed rozpoczęciem odprawy, czyli 5h przed odlotem, formuje się gigantyczna kolejka ewakuowanych. Czekamy na siedząco, ze zdziwieniem, że im chce się tyle stać, tym bardziej że mamy przecież miejscówki. 3,5h później, jak w kolejce zostaje 30osób ustawiamy się i nawet nie zdążymy się zmęczyć staniem już jesteśmy po odprawie 🙂 Pani udzielająca wywiadu TVNowi informuje głośno, że to lubi „bo jest osobą medialną”.

Odprawa idzie dość sprawnie, kontrola bezpieczeństwa też, docieramy do ostatniej bramki gdzie znowu stoi już spora kolejka oczekujących. Kupujemy sobie piwo i siadamy w oczekiwaniu na rozpoczęcie boardingu i przerzedzenie się kolejki.

Sobota 21.03.2020 – #Lot do domu

Po rutynowej kontroli kart pokładowych wchodzimy w rękaw gdzie mierzona jest nam temperatura: 36,4 a u Agi nawet poniżej 36. Ciekawe.
Siadamy na naszych miejscach. Jak to w Dreamlinerze, siedzenia są bardzo gęsto ustawione, miejsca na nogi bardzo mało, a nawet delikatne próby przechylenia oparcia wiążą się z protestami sąsiadów.
Startujemy z 2 h opóźnieniem. Samolot zawrócił z kołowania bo musiał dotankować paliwa. Zamknięto przestrzeń nad stanem Nowy York i musieliśmy zmienić trasę lotu na dłuższą. Co ciekawe polecieliśmy z Miami nad Kanadę i dopiero przez Atlantyk. Mimo wydłużenia trasy nie zwiększyliśmy już opóźnienia. Lecieliśmy zamiast 850 ponad 1000km/h. Można? Można.

Koło nas siedzi jeszcze jeden gość. Nie zdejmuje maski nawet podczas lotu, tylko żeby coś zjeść. Dobra nasza.
A’propos jedzenia. W związku z zaistniałą sytuacją na pokładzie zrezygnowano z podawania ciepłych posiłków i alkoholu. Jest to odpowiednio zrozumiałe i przykre. Otrzymaliśmy po kanapce wieczorem i rano. Siedzący przed nami weganin usłyszał od Stewardesy że jest jej przykro i nic nie jadł, a my otrzymaliśmy wegetariańską wersję kanapki. Była to 3 razy mniejsza wersja kanapki z szynką, pozbawiona była warzywnych dodatków masła czy majonezu – sucha, stara buła z serem – niemożliwa do zjedzenia bez popitki.

Niedziela 22.03.2020 – gdzieś w przestworzach

Godzinę przed przylotem stewardessy mierzą wszystkim temperaturę po raz drugi i na głos dyktują co mamy wpisać sobie w formularz. W zasięgu naszego słuchu nie było nikogo z podwyższoną. Całe szczęście. Ciekawe jak zareagowałby tłum gdyby ktoś miał 40st.


Na formularzu nie ma dopisku o tym kto będzie przetwarzał i gromadził nasze dane i jak możemy mieć w nie wgląd. Jako, że zlikwidowaliśmy polskie numery przed podróżą podajemy numer kontaktowy do teściowej. Ciekawe czy będzie miała teraz więcej telefonów w sprawie garnków i pościeli 🙂

Samolot ląduje i na pokład wchodzi wojsko. Mierzą nam temperatury po raz drugi w ciągu godziny. Ok, mają swoje rozkazy, ale po co narażano stewardessy na dodatkowy kontakt z nami przed chwilą?. Wojsko robi to super sprawnie, a wyniki są tylko do ich wiadomości.

Czekamy w samolocie jeszcze półtorej godziny. I bardzo dobrze bo przez spóźnienie zmieszały by się na przylocie różne grupy pasażerów. Gdy nas wypuszczają na lotnisku jest tylko obsługa, droga oznaczona jest bdb, na ziemi pojawiły się paski wyznaczające dystans pomiędzy osobami. Ciastka i woda dla pasażerów.

Odprawa paszportowa trwa chwilę dłużej niż zwykle bo po raz kolejny trzeba podać dane kontaktowe, te same co na formularzu. Tym razem podaję telefon grzecznościowy do mamy żeby nie czuła się pokrzywdzona :).

Dalsza droga też jest dobrze oznaczona i w pewnym momencie oddziela się „warszawiaków” od dalej podróżujących.
Pragnącą zachować anonimowość zaprzyjaźniona para podróżników z Polski nie ma gdzie się udać i trafia na kwarantannę gdzieś pod Warszawę do przygotowanych pokoi. Zawożą ich tam karetką. Dziś już wiemy, że na razie są bardzo zadowoleni. Jedzenie pod drzwi i super warunki. Być może wpływ ma na to że od pięciu lat są w podróży i długo mieszkali w samochodzie 🙂
Aga i Krzysztof mają zarezerwowane auto w wypożyczalni i do Bydgoszczy będą jeździć.

My idziemy na przygotowany w jednym z terminali autobus do Poznania. Pociągów w tym kierunku nie przewidziano. Autobus jest darmowy. Niestety odjeżdża za prawie 3 h. Jedzie przez Łódź i kilka innych miejsc. Miła pani twierdzi, że będzie w Poznaniu po 3h. Tak krótko to czasem nawet bezpośredni pociąg nie jedzie więc obstawiamy raczej 7h. Bylibyśmy w Poznaniu około 2 nad ranem. Jeszcze potem trzeba się dostać do Mosiny, 15 km pod Poznań.
Decydujemy się wynająć auto. Ceny na lotnisku od 600-850zł. Trochę dużo, ale po jakimś czasie Adze udaje się znaleźć ruchomą wypożyczalnie (odcięto im biuro na lotnisku) za 360zł z dezynfekcją w cenie.
Docieramy do Poznania koło 20 i myślimy o wzięciu taksówki do domu. Pan odbierający od nas auto proponuje, że nas podwiezie. Ostrzegamy go o naszej sytuacji, ale i tak się na to decyduje. I to za darmo. Super.

Niedziela 22.03.2020 – Dom

Wchodzimy do domu i zaczynamy oswajać na nowo kota.

Zakupy na czas kwarantanny zrobili nam znajomi(dzięki Blaszki). Pamiętali też o piwie i winie.

PS. W samolotowym centrum rozrywki, w dziale klasyki polskiego kina, nie było do wyboru „Zenka”. Niedopatrzenie?.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *