Nie dzienniki z Ameryki,  OGÓRKIEM NA DRUGĄ PÓŁKULĘ

Matka Boska Hurońska i 7 pokoleń

Wiedzieliśmy, że to będzie dobry dzień… Najpierw poznaliśmy w sklepie Basię i Janka. Basia jest Kanadyjką z polskimi korzeniami, Janek jest Polakiem. Razem z Agnieszką, Anetą, Robertem, Wojtkiem i Jarkiem tworzą fajną i zgraną paczkę. Dostaliśmy zaproszenie na kawę i zostaliśmy trochę dłużej, ale o tym później.

Kierunek HURONIA!!!! 

Tego dnia wyjątkowo, jak tylko wstaliśmy znaliśmy cel dzisiejszej podróży.

Huronia to rejon w południowym Ontario. Sama nazwa została nadana tym rejonom przez przybyłych w XVII wieku Francuzów i wzięła się od zamieszkujących te ziemie Indian – Huronów. Oni sami nazywali siebie Wendat, a swoją ziemię Wendake. Po długotrwałym konflikcie z Irokezami Huroni/Wendat niemalże całkiem wyginęli 

Jak już jesteśmy w Huronii to odwiedzamy miejscowość zwaną Sainte Marie among the Hurons, po naszemu Matka boska Hurońska. Fajne jest to miejsce. Jeśli będziecie w okolicy to nie możecie go ominąć.

Dlaczego?

Bo mimo, że osada dziś jest tylko rekonstrukcją zarówno budynków jak i tamtejszego życia, to i tak czuć tu troszkę ducha tamtych czasów. Pracownicy chodzą w strojach z epoki, budynki też pachną kawałkiem historii. W sezonie i w wybranych godzinach można uczestniczyć w życiu osady. Pomóc kowalowi wykuć żelazo, przymierzać ubrania i powąchać zioła obecne w tamtejszym szpitalu. Pracownicy starannie pielęgnują nie tylko pamięć o mieszkańcach ale dosłownie pielęgnują też pobliski teren: sadzą zioła, hodują zwierzęta, i naprawiają dachy. Uprawiają trzy siostry: fasolę, kukurydzę i dynię, z których zupę można zjeść w restauracji mieszczącej się na terenie.

Tam, gdzie Francuzi próbowali żyć z Huronami.

Otwarte muzeum – osada podzielona jest na dwie części: większą zamieszkałą przez jezuitów oraz mniejszą, w której zamieszkiwali Huroni.

A jaka jest historia tego miejsca?

Aby ją poznać warto obejrzeć najpierw krótki film prezentowany w budynku muzeum. Przedstawia on historie przedstawione oczami zakonników oraz Indian, w których każdy z Was może odnaleźć swoją prawdę. Nam się udało, tak nam się wydaje.


W latach 30 XVII wieku na statkach razem z Francuzami przybyli jezuiccy zakonnicy. Byli pewnie narzędziem, które miało przyspieszyć pozyskiwanie terenów. Najpierw morskich – dla ryb, potem ziemi – dla skór. Huroni byli dość pokojowo nastawionym ludem i przyjęli Jezuitów przyjaźnie. Zaufali im, część nawet przyjęła chrześcijaństwo. Niestety francuscy zakonnicy oprócz słowa bożego i w zamian za skóry dali Indianom choroby, których ich organizmy nie potrafiły przezwyciężyć. Niosło to za sobą nie tylko śmierć rdzennych mieszańców tych ziem, niezadowolenie Huronów oraz  innych plemion, szczególnie Irokezów. Liczne nieporozumienia z Irokezami i niekończące się epidemie doprowadziły do walk, w wyniku których francuscy osadnicy i Huroni zostali zdziesiątkowani. 
Dziesięć lat po założeniu Sainte Marie among the Hurons misja przestała istnieć. Jezuici zostawiając ją postanowili  nie zostawić po sobie śladu i spalili osadę.

ale wiecie co….

tak prawdę mówiąc wkurzało nas trochę to miejsce i ta sytuacja sprzed czterech wieków… 

Kilka dni temu rozmawialiśmy z potomkiem First Nations. Opowiadał nam, ze jeszcze kilkadziesiąt lat temu jego dziadek jako dziecko został odebrany z domowej szkoły i siłą zmuszony do edukacji państwowej. Władze chciały, by zapomniał o korzeniach, zaprzestał używać swojego języka i wierzeń. 

First Nations teraz.

I nie zawsze Kanada była taka dla autochtonów jak dziś, lub jak to przedstawiają historie wielkiej tolerancji w Sainte Marie among Hurons. 
Patrząc na Kanadę dziś, która składa Indianom – First Nations, wielki hołd. Która tworzy rezerwaty, ulgi i ustępstwa dla Indian, mamy wrażenie, że chce im wynagrodzić dawne czasy.

Dziś co chwilę przekraczamy rezerwaty Indian. Jest ich tu dużo, choć powierzchnia jest bardzo mała w stosunku do całego kraju. Nic też ich nie różni od terenów „kanadyjskich”. Częściej można spotkać trading posty ze sztucznymi pamiątkami i czasem z sztuką współczesnych artystów indiańskich; można też zobaczyć pow-wow ( my ciągle przegapiamy , ale liczymy na o, że już niedługo nam się uda..)

Kto to jest First Nations?

First Nations to jeden z terminów określających rdzennych mieszkańców tych ziem. W Kanadzie i USA stosuje się równorzędnie terminy: First Nations, Indigenious people, Indians, Aborigins.

Zasada siedmiu pokoleń

Często też podkreśla się tu zasadę 7 pokoleń. Wywodzi się z ideologii Irokezów i mówi o tym, że nasze słowa i działania, wszystko, co teraz robimy będzie miało wpływ na losy kolejnych siedmiu pokoleń.

Zasada ta była podstawą konstytucji narodów Irokeskich i miała wpływ na konstytucję Stanów Zjednoczonych.

Dziś, zasada ta odnosi się szczególnie do kwestii związanych z ekologią i pomaga prowadzić takie działania, które zapewnią dobrą przyszłość naszym potomkom, jak m.in.:

  • ograniczanie zużycia energii
  • Recykling
  • Ograniczenie konsumpcji
  • kupowanie lokalnych produktów

Z wizytą u swoich

Opuściliśmy ziemie Indian i postanowiliśmy udać się na kawę do poznanych wcześniej Basi i Janka.W sumie to nie stęskniliśmy się na tyle za Polską, żeby szukać polskiego towarzystwa, jednak ich serdeczność i ciepło zdecydowało, że chcieliśmy spędzić z nimi chwilę czasu.

Krętą drogą prowadzącą do jeziora w końcu udało nam się odnaleźć ich dom.

Na miejscu oprócz gospodarzy czekała na nas grupa ich przyjaciół, cała chmara dzieci i pyszna kawa. I wiecie, co? było przemiło… Przyjęli nas tak, jak starych, dobrych znajomych. Tak miło, że postanowiliśmy zostać na noc.

Basia ma polskie korzenie, ale urodziła się już w Kanadzie.  Zaskakująco dobrze mówi po polsku. Niesamowicie dobrze! Basia poznała Janka w zespole ludowym w Toronto, do dziś zresztą tańczą razem ludowe polskie tańce, wkręcając w to całą rodzinę. Zawsze mówili miło o Polsce i widać było pewną tęsknotę, może w postaci ogórków kiszonych, bigosu i polskiego piwa.

A może były to po prostu dania, które są dla nich najlepsze na świecie. Ich przyjaciele to Kanadyjczycy- Polacy, część  z nich przyjechała tu jako dzieci, cześć już w dorosłym życiu zdecydowała się na życie w Kanadzie. Wszyscy mówią mieszanym polsko-angielskim i jest to urocze. I zdecydowanie, to był jednym z milszych wieczorów tutaj. 

Wrzos ścigał się na quadzie ze mną w wózku golfowym. Jedliśmy marshmallows z ogniska.

Echhhh super!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *