USA - połówka ROUTE 66

TOP 6 najciekawszych miejsc na zachodzie USA

Plan na wycieczkę był taki, by planu nie mieć. Oczywiście na naszej mapie podróży zaznaczyliśmy kilka miejsc, które musimy zobaczyć.

Mieliśmy dwa cele: poczuć pustynię i po prostu jechać, trwać w podróży doświadczając ją wszystkimi zmysłami. Unikaliśmy wielkich miast, skupisk ludzkich i sztucznego amerykańskiego disneylandu. Polegaliśmy tylko na sobie, nawigacji i przygodnych znajomych napotkanych gdzieś na bezdrożach.
Kiedy pojawił się pomysł wyjazdu nie czułam ogromnej ekscytacji i podniecenia. W podróży powrotnej do domu towarzyszył mi żal i smutek, że opuszczam miejsce, w którym zakochałam się już pierwszego dnia.
Po roku patrzę bardziej trzeźwo na tą nasza przygodę, lecz cały czas z ogromnym sentymentem i nostalgią.

Jeżeli ktoś chce odkryć inną Amerykę, wiejską, pustynną i rożną od tej, którą widzimy w filmach i serialach przedstawiam moje top 6.

6.  Route 66 od Kingman do Ludlow

Odcinek drogi wił się serpentynami wśród wzgórz pokrytych wrakami samochodów, które przypominały o zachowaniu odpowiedniej prędkości. Sztuczne miasteczko Oatman nie odstraszało nawet swoją stylistyką, a wolno biegające osiołki wynagradzały trudy podróży wąską szosą w oślepiającym słońcu.
Potem Amboy i opuszczony hotel z filmu Autostopowicz z naszą małą przygodą, gdy w czterdziestostopniowym upale kończyła nam się benzyna. Ostatnie 10 mil z wyłączoną klimatyzacją, przemoknięte potem ciało i strach przed postojem na pustyni. Cudowna właścicielka – barmanka kawiarni w Amboy, niesamowity smak gazowanego napoju o smaku pomarańczy, paliwo za 6 dolarów/G i smażone tortille z cynamonem.

5.  Zion

 
Znów serpentyny i tunele wykute w skale i ukryte miasto założone przez mormonów.

Zion to prawdziwa rajska dolina ukryta wśród pięknych gór Syjonu.

Dotarliśmy tam wieczorem, kiedy jeszcze słońce przedzierało się do wnętrza doliny, a nagrzane skały emanowały okrutnym ciepłem. No właśnie skały! W kilkuset odcieniach czerwieni powodowały zawroty głowy. Rankiem cudowna wycieczka w słońcu na samą górę Angels Landing i nieziemski widok z jej szczytu.
Żałuję, że spędziliśmy tam tylko jeden dzień, ale droga głośno krzyczała nasze imiona i musieliśmy ruszyć dalej.

4. Slab City

Miejsce, w którym mogłabym żyć. Środek pustyni, ludzie, którzy cenią wolność, szczerość i miłość.

Istna hipisowska osada w środku Kalifornii. Spotkanie z autostopowiczką, slabberką Jane, która krótko opowiedziała nam o miejscu podczas gdy podwoziliśmy ją ze sklepu. East Jesus pachnący upałem i brudem. Salvation Mountain – tamtejszy Licheń, ale z dużo bardziej pozytywną energią i jak całe miejsce pełen miłości. The range pełen muzyki, choć jak byliśmy całkiem opustoszały i smutny.

3. Death Valley

Upał, słońce, upał, słońce, grzechotniki i sól.
Świetny kamping w sercu doliny, gdzie znaleźliśmy cień pod lichym krzakiem, który stanowił schronienie również dla okolicznych węży. Twarda ziemia i okrutny wiatr nie pozwalał nam rozbić namiotu. Zupa nie chciała stygnąć, wiatr zdmuchiwał nam z łyżek Campbella z puszki, a piwo po pięciu minutach na zewnątrz grzało w gardło jak herbata z wódką pita w górach o poranku.
Podróż klimatyzowanym autem wśród rozgrzanych słońcem pagórków i płaszczyzn. Pierwsza w życiu obecność na wysokości poniżej poziomu morza. Pierwsza w życiu noc z temperaturą powyżej 30 stopni Celsjusza. Cudne chmury oświetlane zachodzącym słońcem, nogi pocięte piaskiem i sól we włosach.

Widoki zapierające dech w piersi i amplituda temperatur z poniżej zera w Yosemite do 47 w Bad Water Basin.

2. Joshua Tree i Mojave Desert

Pierwszy nasz przystanek, dzień spędzony na fantasmagorycznej pogawędce z Teddym z radio free joshua tree. Pierwsi ludzie na naszej drodze i jakże mili, uczynni i otwarci. Historia desert rocka opowiedziana przez człowieka, który był w tym wszystkim jak się desert rock rodził.

Joshua Tree było obowiązkowym punktem naszej wyprawy i powinno być dla każdego kto muzycznie sercem jest na amerykańskiej pustyni. Cel – poczuć aurę miejsca, w którym zrodziły się kyussowe dźwięki.

Gigantyczne juki zwane drzewami Jozuego wyłaniające się z zakrętów drogi i nielicznych, acz majestatycznych skał. I ten zapach… najpiękniejszy na świecie. Zapach herbaty rumiankowej, którą przywiozłam ze sobą do domu, połączonej z miodem, słoncem i kurzem. Nozdrza moje szalały na pustyni Mojave. Większość moich pięknych chwil to zapachy, które wyczute ponownie, momentalnie je przywołują. tak jak zapach deszczu na rozgrzanym asfalcie, kiedy jako dziecko wróciłam do domu po długim pobycie w szpitalu. Zapach szafy, w której mój ojciec trzymał ubrania. Zapach igliwia z pierwszego obozu, kiedy to byłam najmłodszą zuchenką. Tak i ten zapach wlicza się w poczet moich najcudowniejszych chwil.

1. Monumet Valley

No i mój numer jeden! Dolina Skał zwana po polsku

Monument Valley znajduje się na ziemiach Navajo, co dodatkowo czyni to miejsce bardziej dla mnie atrakcyjnym. Dojechaliśmy do doliny późnym popołudniem, przy magicznym świetle i wschodzącym księżycu. Niesamowicie mały człowiek się czuje w obliczu takich kolosów wyrastających z rudej, gorącej ziemi. Podróż w kurzu pomiędzy gigantami i piękna noc u ich podnóża. Stada kruków, które w nocy ustąpiły miejsca zastępom nietoperzy. Dźwięk szeleszczących zeschniętych liści smaganych nocnym wiatrem, ciepła, cicha, gwieździsta noc i przespany wschód słońca.
Jeśli miałabym kreślić jednym słowem to miejsce to było by to słowo “spokój”. Przede wszystkim spokój, którego brakowało mi i zawsze zresztą brakuje.

Mieliśmy ogromne szczęście w naszej podróży. Doświadczyłam najpiękniejszych miejsc, ludzi, zapachów i smaków. Najpiękniejszych jakie sobie mogłam wymarzyć. Wiem, ze jeszcze tam wrócę. Wiem też, że wiele podróży jeszcze przede mną.

Jeden Komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *