Gdzie byliśmy,  Lanzarote

Dwa dni na Lanzarote

Czasem tak jest, że trudno usiedzieć w miejscu. Szczególnie wtedy, kiedy pogoda za oknem nie rozpieszcza. Zimą jest zimno – wiadomo, ale ostatnie zimy przytłaczają brakiem śniegu, deszczem i niestabilnymi temperaturami. Zastanawialiśmy się jak powitać nowy rok 2019. Stanęliśmy więc przed wyborem: kilka dni w Karkonoszach lub dwa dni gdzieś dalej. Wybraliśmy „gdzieś dalej” i wybór padł na Lanzarote. Jedną z Wysp Kanaryjskich. Teneryfę – odwiedziliśmy dwa lata temu w czerwcu, teraz czas na zimę na Kanarach.

Po co w ogóle jechać na Wyspy Kanaryjskie?

Bo są blisko.
Lot samolotem z Berlina zajmuje niecałe pięć godzin. Jesteśmy w Hiszpanii, ale tak nie do konca, bo prawie w Afryce.

Bo jest fajna pogoda.
Klimat na Wyspach Kanaryjskich jest niesamowity! Średnia temperatura latem to 25 stopni , a zimą nie spada poniżej 17. To temperatury, które nam odpowiadają. Za zimno, by się spocić i za ciepło, by zmarznąć.

Bo na parwdę warto! 
Wyspy Kanaryjskie to nie tylko plaże i kurorty. Tak wcześnej myśleliśmy i podczas naszego pierwszego wyjazdu obawialiśmy się dyskotekowego klimatu wyspy. Jeśli jednak zaczniecie unikać dużych miast i kurortów zobaczycie przyjemne oblicze wysp, gdzie każdy może znaleźć coś dla siebie. Na małej przestrzeni macie fale i góry. Możecie pływać, surfować, opalać się, ale i wspinać się na wulkany, przemierzać kaniony, chodzić po górach. Warto też przysiąść w cieniu małego miasteczka, sączyć kawę lub zajadając tapasy napić się dobrego wina.

Dlaczego tym razem wybraliśmy Lanzarote?

Prawdę mówiąc marzyliśmy o Maroku, ale mieliśmy zbyt mało czasu, by obrać ten cel. Co zrobić w niespełna trzy dni, gdzie pojechać? Jedyny w miarę tani lot z idealnym dla nas terminem to była właśnie Lanzarote. Okazało się że był to dobry wybór.

Co warto zobaczyć w dwa dni na Lanzarote?

1.  Timanfaya i  Los Volcanes 

Logo Parku zaprojektował Cesar Manrique

Park Narodowy Timanfaya polecany przez wszystkich jest chyba największą atrakcją Lanzarote.

Wjazd do parku kosztuje 10 Euro, a w cenie wejściówki dostaniecie podróż autokarem z przewodnikiem. Co ważne! Po parku nie można przemieszczać się samodzielnie, co nas na początku lekko zirytowało. Przecież nie ma nic lepszego niż możliwość zatrzymania się gdziekolwiek tylko zechcę, dotknięcia zastygłej lawy i zrobienia kilku zdjęć. Podróż autokarem na pewno na to nie pozwala! Ale, może i władze Parku mają rację – dzięki temu chronią przyrodę. Już widzę chmary turystów łażących po terenie jednocześnie niszczących to piękne dzieło natury.

Timanfaya z drogi

Montañas del Fuego czyli Góry Ognia nadały aktualny wygląd wyspie w XVIII – XIX wieku.

Widok na Montañas del Fuego

Warto wiedzieć, że pierwsze serie erupcji rozpoczęły się w 1730 roku i trwały sześć lat. W tym czasie ziemia pochłonęła pobliskie wioski, które zniknęły w rozpadlinach, a zastygająca lawa przykryła 1/4 wyspy. Z tego okresu pochodzim.in. wulkan Montaña del Fuego. Ostatnia seria to rok 1824, która do dziś przypomina o sobie nie tylko krajobrazem, ale choćby tym, że pod powierzchnią (na głębokości 13 metrów) nadal jest magma o temperaturze sięgającej 600 st. Celsjusza.

Aktywność magmy można zaobserwować tuż przy restauracji, która mieści się niedaleko parkingu. Pracownik parku przytrzymuje suchy krzaczek tuż nad powierzchnią małej dziury w ziemi, a ten momentalnie zajmuje się żywym ogniem. Kawałek dalej wlewa zimną wodę do małej rury wychodzącej z ziemi, i w przeciągu kilku sekund ziemia wyrzuca gorącą wodę niczym gejzer na Islandii. Będąc przy restauracji dotknijcie ziemi, poczujecie ciepło magmy.

Wycieczce autokarem towarzyszy apokaliptyczna muzyka oraz komentarz przewodnika w trzech językach: hiszpańskim, niemieckim i angielskim. Odjazd pełnego autokaru następuje średnio co 10 minut, więc wyobraźcie sobie jaki jest tam przepływ turystów. I o dziwo! Jesteśmy zadowoleni z autokarowej wycieczki. Trasa prowadzi wąskimi uliczkami pomiędzy wulkanami, formacjami skalnymi i dywanami z lawy.

Będąc w Timanfaya musicie koniecznie wjechać do Parku Los Volcanes. Dlaczego? Bo wjazd jest darmowy, możecie się poruszać samochodem po wysypanym popiołem wulkanicznym drogach, a przede wszystkim możecie wdrapać się na wulkan i to niejeden! O Los Volcanes nie mówi się już tak głośno w ulotkach turystycznych, a jest na prawdę wart odwiedzenia. Turystów można szukać tam ze świecą. Powietrze jest czyste i przejrzyste. A widoki zapierające dech w piersiach.

Drogi boczne na Los Volcanes są wysypane żwirem wulkanicznym, ale przystosowane do jazdy standardowym samochodem.

Co warto wiedzieć wybierając się do Timanfaya?

WSKAZÓWKI

– Warto wykupić karnet na 3 (21 Euro) 4 (28 Euro) lub 6 (33 Euro) atrakcji. Karnet jest ważny 14 dni od daty zakupu

– Wybierając się do Timanfaya nie zaśpijcie! Po godzinie 12:00 formuje się już spora kolejka aut czekających na wjazd do parku.

– Wsiadając do autokaru na Timanfaya wybierzcie prawą stronę. Widoki są zdecydowanie lepsze!

2. El Bosquecillo i Mirador de Guinate

Punktów widokowych na północnej stronie Lanzarote jest sporo. Najbardziej popularny, a zarazem płatny to Mirador de Rio.

My szukaliśmy miejsc, w których unikniemy miliona ludzi i będziemy mogli w spokoju nasycić się widokami. Na mapie, którą znaleźliśmy na lotnisku, zaznaczyliśmy kilka punktów, o których wcześniej czytałam na innych blogach. Mirador del Rio zostawiliśmy sobie na koniec, by później świadomie z niego zrezygnować.

Widok z El Bosquecillo

Pierwsze nasze spotkanie z widokiem na ocean to El Bosquecillo. Jest to właściwie miejsce rekreacyjne dla rodzin. Znajdziecie je jadąc drogą LZ-10 z Los Valles w kierunku miejscowości Haria. Z głównej drogi zobaczycie obserwatorium astronomiczne, które położone jest na najwyższym miejscu wyspy – Peñas del Chache. Jest to miejsce idealne na nocną obserwację nieba. Do El Bosquecillo wiedzie piaskowa wąska i wyboista droga, która w ogóle nie wskazuje na to, co można zobaczyć na jej końcu. Na miejscu znajdziecie huśtawki i plac zabaw, a także ławeczki z miejscem na grilla. Prawie idealne miejsce na rodzinny piknik. Prawie, bo na górze dość mocno wieje. Widoki natomiast są niesamowite: strome urwiska spotykające się z oceanem, piękne niebo i cudowna La Graciosa.

Widok z El Bosquecillo

Kolejny punkt, naszym zdaniem, wart odwiedzenia to Mirador de Guinate Jest on pomiędzy El Bosquecillo a Mirador Del Rio. Jadąc z miejscowości Maguez do Hoya de la Pila po lewej stronie znajdziecie miejscowośc Guinate. Na jej końcu znajduje się punkt widokowy z maleńkim parkingiem. A widok równie cudny co z El Bosquecillo.  Punktów widokowych na północnej stronie Lanzarote jest sporo. Najbardziej popularny, a zarazem płatny to Mirador de Rio. Pierwsze nasze spotkanie z widokiem na ocean to El Bosquecillo. Plus jest taki, że i tu również nie ma wielu turystów.

Widok z Mirador de Guinate na La Graciosę

3. Haria

To miejscowość, która urzekła nas momentalnie. Przejeżdżając postanowiliśmy zatrzymać się na kawę i tak zostaliśmy dłuższą chwilę.

Haria leży w dolinie tysiąca palm

Haria ma wszystko, co stwarza magię małego miasteczka. Po pierwsze, posiada delikatną i nie przytłaczającą architekturę, małe sklepiki i kawiarenki, uśmiechniętych ludzi i piękne kolory. Po drugie, leży w „dolinie tysiąca palm” i rzeczywiście już przed wjazdem witają nas dziesiątki tych drzew, co powoduje, ze miejscowość jawi się niczym oaza na pustyni z lawy. Z racji tego, że odwiedziliśmy Harię poza sezonem, nie napotkaliśmy wielu turystów. Mijescem, którego nie możecie ominąć jest z pewnością plac León y Castillo z kawiarenkami i sklepikami z rękodziełem. Skryty jest w cieniu drzew laurowych, na których tutejsze ptaki urządzają niezły koncert. Nie ma nic lepszego niż kawa w tym miejscu i chwila relaksu.

4. La Geria – winnice na wulkanie

Patrząc na Lanzarote z lotu ptaka nigdy nie pomyślałabym, że może tu funkcjonować jakikolwiek rodzaj rolnictwa.

Winnica La Geria prowadząca organiczną uprawę winorośli


A jednak! W centrum wyspy znajduje się obszar La Geria słynący z organicznych plantacji winogron. Na wulkanicznym żwirze w małych zagłębieniach otoczonych kamieniami rosną krzewy, które dają całkiem dobre wino. Na tym obszarze możecie znaleźć kilka sklepów i winiarni z dobrym trunkiem, który możecie skosztować na miejscu jak i zabrać ze sobą do domu. My zatrzymaliśmy się na chwilę w Bodega La Geria, gdzie oprócz wypicia lampki wina, możecie zwiedzić muzeum i winnicę, a także zapoznać się z historią wyrobu wina na Lanzarote.

5. El Golfo i Charco de los Clicos – zielone jeziorko w wulkanie

Wyobraźcie sobie rudości i czernie wulkanicznego piasku i żwiru, do tego błękit oceanu i szmaragdowa plama pomiędzy. Tak właśnie jest w El Golfo – małej rybackiej wiosce. Zwiedzanie terenu nie zajmie Wam więcej niż kilkadziesiąt minut. Wioska jest maleńka, a atrakcja czyli wybrzeże z zielonym jeziorkiem znajdziecie na samym wjeździe do miejscowości. Na początku przywita Was czarna plaża otoczona rudymi skałami wulkanicznymi. Warto wejść również na punk widokowy, bo zobaczyć wybrzeże z szerszej perspektywy. Największą jednak atrakcją jest małe zielone jeziorko.

Charco de los Clicos – z tarasu widokowego

Charco de los Clicos, bo taką nosi nazwę, swój kolor zawdzięcza pewnemu rodzajowi alg. Powstało w XVIII wieku podczas wybuchu wulkanu, a nagromadzona w nim woda pochodzi z oceanu. Do punktu widokowego na jezioro prowadzi krótka ścieżka z sznurową balustradą. To w tym miejscu powstają najbardziej populane ujęcia Charco dle los Clicos.

W El Golfo warto spędzić kilka chwil lub nawet poopalać się na kamienistej plaży. Miejscowość słynie tez z knajpek z owocami morza. W jednej z nich się zatrzymaliśmy na małe tapas.

Bar La Lapa jest widoczny z parkingu przy Charco de los Clicos. Polecamy tapasy, na koniec uczty właściciel poda Wam niespodziankę 🙂

6. Cueva de los Verdes – wulkaniczna jaskinia

Cueva de los Verdes uznawana jest za jedną z najpiękniejszych jaskiń świata. Niestety na nas nie zrobiła piorunującego wrażenia. Może i dlatego wylądowała w naszym rankingu na końcowej pozycji.

Okolice wejścia do jaskini

Cueva de los Verdes to wulkaniczna jaskinia powstała w wyniku erupcji wulkanu La Corona ok 3 tys. lat temu. Tunel którym płynęła lawa łączy się z dalej położoną atrakcją Jameos del Agua, z której łączy się z oceanem. Tunel Cueva de los Verdes ma ponad 7 km długości, z czego około 1 km to trasa turystyczna. Pokonać można ją z przewodnikiem, a całe zwiedzanie zajmuje około 45 minut. Ściany tunelu zabarwione są na wszelkie odcienie bieli, czerwieni, żółci oraz czerni, a to dzięki dużej ilości minerałów: tlenku żelaza, fosforu, magnezu. 

Droga prowadząca do Cueva de los Verdes

Trasa wycieczkowa została zaprojektowana przez Jesusa Soto współpracownika Cesara Marnique – naczelnego architekta wyspy. To dzięki niemu możemy oglądać grę świateł na ścianach tunelu, zaprojektował również salę koncertową w dolnej galerii, która charakteryzuje się bardzo dobrą akustyką. W górnej galerii czeka na zwiedzających niesamowite wrażenie optyczne, które jest również dziełem człowieka. Musicie to przeżyć sami, więc nie będziemy nic więcej Wam mówić.

Co jeszcze polecamy na Lanzarote?

  • Salinas de Janubio – powstały w XIX wieku i miały zaopatrzyć Lanzarote w sól potrzebną do konserwowania ryb. Sól pozyskiwana jest z naturalnej laguny utworzonej w procesach wulkanicznych masywu Timanfaya. Dziś są największa saliną ekologiczną na terenie Unii Europejskiej. Saliny można zwiedzać bezpłatnie od wiosny do jesieni.
  • Los Hervideros – miejsce, gdzie lawa spotkała się z oceanem, tworząc jaskinie, rozpadliny i tunele skalne przecinane lazurem wody.
  • Costa Teguise – południowe wybrzeże z białymi plażami. Trasa wiedzie przez małe miasteczka i większe kurorty. Warto zasmakować tu lokalnego jedzenia.
  • Cesar Manrique – Lanzarote to jego wyspa i widać to na każdym kroku. Pan Manrique był rzeźbiarzem, malarzem architektem i ekologiem. A co najważniejsze pilnował tego, by Lanzarote nie zepsuła turystyka i obce wpływy architektoniczne. To właśnie dzięki niemu Lanzarote ma swój urok. Nie ma tu wielkich kurortowych hoteli, architektura wyspy jest niemalże identyczna: małe białe domki z zielonymi okiennicami odbijają się na tle ciemnych wulkanicznych barw. Na poboczu nie zobaczycie billboardów i reklam – to zasługa pana Manrique.

Jeden Komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *